Yves Saint Laurent- Film


Paryż, rok 1957. Skromny, chorobliwie nieśmiały i wrażliwy Yves Saint Laurent tworzy swoją pierwszą kolekcję dla domu mody Christiana Diora. Cały paryski świat mody jest nim zachwycony i oczarowany. Podczas tego pokazu poznaje kogoś, kto okazuje się miłością jego życia. Po śmierci Diora dyrektorem artystycznym domu mody zostaje… dwudziestojednoletni  Yves Saint Laurent.  To otwiera mu drzwi do kariery, to sprawia, że cały świat mody pada u jego stóp… Wyzwanie, którego się podjął stało się dla niego nagrodą i przekleństwem. Sprawiło, że Yves Saint Laurent wpisał się w historię mody złotymi literami…
Czego spodziewać się po filmie? Na pewno nie jest to kolorowa hollywoodzka produkcja, nie należy spodziewać się pięknego i nieskazitelnego obrazu projektanta.  To nie film o modzie, to nie moda gra tu pierwsze skrzypce. To film przede wszystkim o człowieku. O twórcy, kreatorze, artyście, geniuszu. O jego wzlotach i upadkach. To dramat, który pokazuje jego prawdziwe oblicze. Nie ukrywa go pod maską sztucznego uśmiechu, nie koloryzuje, nie przedstawia idealnego wizerunku. Pokazuje człowieka niepokornego, uzależnionego od rozmaitych używek,  który popełnia błędy, potyka się, przewraca, cierpi na brak weny, przeżywa załamanie psychiczne. Człowieka, który trochę gubi się w swoich uczuciach.  Człowieka, który nie jest do końca świadomy swojej wartości i talentu. Na szczęście Yves Saint Laurent miał kogoś, na kogo mógł zawsze liczyć, kogoś kto był przy nim zawsze- bez względu na okoliczności, kogoś w kim miał oparcie. I chyba to mnie urzekło: piękny obraz trudnej, ale bezgranicznej miłości, która owszem rani, ale także motywuje i napędza do działania.
Wielką zaletą produkcji  jest wspaniała ścieżka dźwiękowa (ciągle mam ją w głowie) , zapierający dech w piersiach obraz Paryża oraz Pierre Niney, który wspaniale odegrał rolę wielkiego projektanta. Zachwyciły mnie także fantastyczne kreacje, które doskonale oddały ducha epoki. Według mnie film warty obejrzenia- nie tylko dla miłośników mody, ale dla każdego, kto chciałby chociaż trochę poznać Yves Saint Laurent. A wierzcie mi, naprawdę warto…
M.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz