FLOWER BLOUSE


Wakacje już lada chwila! Wy też już czujecie letni klimat i luz? Ja tak! Zaopatrzyłam się w masę lekkich letnich, kolorowych ubrań i butów. Już nie mogę się doczekać aż pokażę je Wam na blogu!
Dzisiejsza stylizacja- stworzona w letnim klimacie jest kolorowa i delikatna. Zdecydowałam się na ciekawą bluzę w czerwone , niebieskie i pomarańczowe kwiaty z wszytymi fragmentami czarnej siateczki, która delikatnie eksponuje brzuch. Dodałam moją ulubioną  spódniczkę (którą oglądacie na blogu już trzeci raz ;p).  Aby zestaw nie był zbyt nudny dodałam białe sandały na czarnej  podeszwie.  Lato należy do białych, masywnych sandałów! Białe buty to zdecydowanie letni must have!  Ja już mam trzy pary! (i na pewno na nich się nie skończy ;p) Aby przełamać luźny charakter stylizacji dodałam klasyczną kopertówkę i duże okulary. Usta pomalowałam na czerwono- nawiązując do kwiatowych elementów na bluzie. 

M.











blouse- Reserved
skirt- Staff By Maff
shoes- TK Maxx
glasses- Aldo
purse- H&M

ALUMINIUM JACKET

Moda na metaliczne tkaniny święci triumfy. Od dawna marzyłam o metalicznej bomber jacket, którą nosiłabym absolutnie do wszystkiego. Jak to zazwyczaj bywa, w żadnej sieciówce nie mogłam znaleźć obiektu moich westchnień. Niespodziewanie moje marzenie spełniło się kilka tygodni temu! Idealną kurtkę znalazłam w osiedlowym lumpeksie za jedyne 4 złote! Jest przepiękna, świetnie leży i  wygląda jakby była wykonana z folii aluminiowej! Uwielbiam takie oryginalne,nietuzinkowe,  unikatowe rzeczy, bo wyróżniają się w tłumie i wiem, że nie spotkam na ulicy kogoś ubranego podobnie. Uwielbiam je łączyć ze zwykłymi "sieciówkowymi" rzeczami, nadają charakteru każdej , nawet najzwyklejszej stylizacji! :)


Nad dzisiejszym zestawem nie zastanawiałam się zbyt długo. Zdecydowałam się na futurystyczny i nowoczesny look. Najważniejszym elementem stylizacji jest oczywiście kurtka, połączyłam ją z czarnymi szortami i białym crop topem. Dodałam tenisówki slip-on na grubej podeszwie (oszalałam na punkcie białych butów!), masywny kolorowy naszyjnik, duże okulary. I gotowe! Look rodem z kosmicznej odyseji bardzo przypadł mi do gustu! Czułam się w nim świetnie, a chodząc po mieście zwracałam uwagę przechodniów. Zapewniam Was, że aluminiowa kurtka jeszcze na pewno pojawi się na blogu, stała się jednym z moich ulubionych elementów garderoby!

Jak już wspominałam w poprzednim poście chcielibyśmy (mój chłopak, który wykonuje zdjęcia i ja) wprowadzić na bloga nową jakość- czyli prezentować Wam lepsze zdjęcia i stylizacje. Mamy nadzieję, że dzisiejsze zdjęcia przypadną Wam do gustu! Przyjemnego oglądania! :)
M.



















silver jacket- SH
shorts- Bershka
crop top- H&M
slip on- H&M
necklace- Stradivarius
backpack- River Island

DOUBLE



W dzisiejszym poście mam dla Was dwie stylizacje. Dlaczego? W blogowaniu chciałabym postawić raczej na jakość, a nie na ilość. Nie lubię robić czegoś „na pół gwizdka” dlatego (wraz z moim chłopakiem, który robi mi zdjęcia) stwierdziłam, że nie będę Was raczyć porcją zdjęć średniej jakości z których nie jestem do końca zadowolona. Z sesji dwóch różnych stylizacji wybrałam cztery zdjęcia, które moim zdaniem- są w miarę zadowalające ;) Przejdźmy do stylizacji! W pierwszym zestawie zdecydowałam się na połączenie dwóch kontrastujących się elementów- spokojnej błękitnej  tweedowej kurtki bomber i neonowo różowych szpilek. Wierzcie mi- buty są piękne, ale piekielnie nie wygodne! Otarcia i pęcherze na stopach leczyłam cały tydzień,  stwierdziłam też, że więcej ich nie włożę. Ale teraz… spoglądam na nie łaskawszym okiem. Może po prostu musiały się rozchodzić? :p Kolejnym neonowym elementem stylizacji jest naszyjnik. Wygląda trochę jak zabawkowy, przypomina mi te, które nosi moja siostra (która ma sześć lat ;p), ale jest uroczy!  Pod kurtkę zamiast zwykłego białego  t-shirtu włożyłam bluzkę w paski, która ciekawie komponuje się z fakturą kurtki. Jak widzicie, stylizacja dowodzi stwierdzeniu, że „diabeł tkwi w szczegółach”. Zestaw pozbawiony dodatków byłby nudny i trochę nijaki. A neonowe szpilki  w połączeniu z kolorowym naszyjnikiem rzucają się w oczy i  wierzcie mi, nie da się przejść obok nich obojętnie!
Druga stylizacja, to połączenie prostych elementów w moich ulubionych kolorach. Biała bluza z nadrukiem, czarne klasyczne rurki  i szara torebka. Chcąc uniknąć nudy, zamiast butów w neutralnym kolorze zdecydowałam się na soczyście czerwone sneakersy, które uwielbiam.  Nie dziwie się, że sportowe obuwie święci triumfy na światowych wybiegach! Nie dość, że piękne i kolorowe (ożywią każdą stylizację!), to także wygodne! Miód na obolałe kobiece  stopy! Takie, wierzcie mi, idealnie sprawdziły się po bolesnych przeżyciach z różowymi szpilkami!
Która stylizacja bardziej Wam się podoba? :)
M.






Yves Saint Laurent- Film


Paryż, rok 1957. Skromny, chorobliwie nieśmiały i wrażliwy Yves Saint Laurent tworzy swoją pierwszą kolekcję dla domu mody Christiana Diora. Cały paryski świat mody jest nim zachwycony i oczarowany. Podczas tego pokazu poznaje kogoś, kto okazuje się miłością jego życia. Po śmierci Diora dyrektorem artystycznym domu mody zostaje… dwudziestojednoletni  Yves Saint Laurent.  To otwiera mu drzwi do kariery, to sprawia, że cały świat mody pada u jego stóp… Wyzwanie, którego się podjął stało się dla niego nagrodą i przekleństwem. Sprawiło, że Yves Saint Laurent wpisał się w historię mody złotymi literami…
Czego spodziewać się po filmie? Na pewno nie jest to kolorowa hollywoodzka produkcja, nie należy spodziewać się pięknego i nieskazitelnego obrazu projektanta.  To nie film o modzie, to nie moda gra tu pierwsze skrzypce. To film przede wszystkim o człowieku. O twórcy, kreatorze, artyście, geniuszu. O jego wzlotach i upadkach. To dramat, który pokazuje jego prawdziwe oblicze. Nie ukrywa go pod maską sztucznego uśmiechu, nie koloryzuje, nie przedstawia idealnego wizerunku. Pokazuje człowieka niepokornego, uzależnionego od rozmaitych używek,  który popełnia błędy, potyka się, przewraca, cierpi na brak weny, przeżywa załamanie psychiczne. Człowieka, który trochę gubi się w swoich uczuciach.  Człowieka, który nie jest do końca świadomy swojej wartości i talentu. Na szczęście Yves Saint Laurent miał kogoś, na kogo mógł zawsze liczyć, kogoś kto był przy nim zawsze- bez względu na okoliczności, kogoś w kim miał oparcie. I chyba to mnie urzekło: piękny obraz trudnej, ale bezgranicznej miłości, która owszem rani, ale także motywuje i napędza do działania.
Wielką zaletą produkcji  jest wspaniała ścieżka dźwiękowa (ciągle mam ją w głowie) , zapierający dech w piersiach obraz Paryża oraz Pierre Niney, który wspaniale odegrał rolę wielkiego projektanta. Zachwyciły mnie także fantastyczne kreacje, które doskonale oddały ducha epoki. Według mnie film warty obejrzenia- nie tylko dla miłośników mody, ale dla każdego, kto chciałby chociaż trochę poznać Yves Saint Laurent. A wierzcie mi, naprawdę warto…
M.