CARRIE BRADSHAW STYLE



Lubię  moje pieniądze w miejscu, w którym mogę je widzieć…wiszące na wieszakach w mojej szafie. To wymowne  zdanie od kilku lat jest moją dewizą! Wypowiedziała je Carrie Bradshaw, bohaterka serialu „Seks w wielkim mieście”, której chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Carrie, od kilku lat jest dla mnie ikoną stylu. Wiem, wiem, niektórzy zapytają, jak fikcyjna postać może być ikoną! Wierzcie mi, może!
„Sex w wielkim mieście” znam prawie na pamięć, mogę go oglądać bez końca. Kilka lat temu, na początku mojej przygody z serialem patrzyłam na Carrie jak na przybysza z innej planety. Kompletnie nie rozumiałam jej fenomenu. Jak można połączyć szpilki ze sportowymi szortami? Jak można włożyć taki płaszcz? Wygląda jak narzuta na kanapę! – myślałam sobie. Jak widzicie, początki naszej znajomości były dość chłodne. Jednak z czasem, zaczęłam się bliżej przyglądać temu, co ma na sobie Carrie. Dorosłam, powoli zaczęłam przekonywać się do nietypowych połączeń…i co się stało? Jestem nią oczarowana i zafascynowana! Jej styl jest jedyny w swoim rodzaju, to mieszanka nowojorskiej nonszalancji z paryskim szykiem! Carrie to pewna siebie, szalona i odważna osoba, która pokazuje kobietom, że mody nie należy brać zbyt serio. Pokazuje, że nie należy się przejmować, że coś do czegoś nie pasuje. Pokazuje, że z modą należy eksperymentować ( i nie bać się porażek, bo wpadka modowa, to naprawdę nic takiego ;p). I właśnie za to ją pokochałam. Uwielbiam jej topy odsłaniające brzuch, rozkloszowane spódnice, futra, letnie sukienki na cieniutkich ramiączkach i szpilki (najlepiej te od Manolo Blahnika). Mam kilka ulubionych stylizacji serialowej Carrie. Na pewno zalicza się do nich ta z białą lekką koszulową bluzką, krótką, soczyście zieloną spódniczką (ze śmieszną aplikacją z tyłu) i delikatnymi sandałkami. Kolejną jest ta z przepiękną różową sukienką od Oscara de la Renta przepasaną w talii delikatnym, skórzanym paskiem (oddałabym za nią wszystkie pieniądze <3). Uwielbiam także wszystkie stylizacje Carrie z Paryża… z tiulowymi rozkloszowanymi spódnicami, bluzkami w paski, beretami, białymi szpilkami i taliowanymi płaszczami. Serialowa bohaterka nieodmiennie jest dla mnie inspiracją, i mimo tego, że każdą jej stylizację znam prawie na pamięć to wierzcie mi, z każdym odcinkiem obejrzanym pięćdziesiąty raz odkrywam coś nowego, interesującego i inspirującego. Śmiało mogę powiedzieć, że to Carrie pokazała mi świat wielkiej mody, świat projektantów. A ja go pokochałam. I wierzcie mi nie zamierzam się odkochać!  Chyba każda z nas marzy o małym, uroczym mieszkanku na Manhattanie, garderobie pełnej ubrań od najlepszych projektantów, i  pisaniu jako freelancer do Vouge… Ja mam mały (ale uroczy!) pokoik w Poznaniu, szafę pełną ubrań z sieciowek, a w wolnych chwilach pisuje na bloga
J Oczywiście nie dorastam Carrie do pięt…ale zawsze można sobie pomarzyć…
M.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz