SOFT SWEATER & SILVER BLOUSE



Pogoda szaleje! Raz upalnie, później zimno i deszczowo. Dzisiejsze zdjęcia, wprawdzie  zrobione jakiś czas temu idealnie wpasowały się w dzisiejszą aurę! :) Dwa główne elementy stylizacji pochodzą z zimowej wyprzedaży. Takiej srebrzystej bluzki szukałam bardzo długo, w końcu znalazłam ją w H&M za jedyne 20 złotych. Sweter znalazłam przypadkiem, ale od razu podbił moje serce. Uwielbiam takie futrzaki! Stylizacja, na pozór wydaje się prosta. Postawiłam na klasyczne kolory, ale żeby nie było zbyt nudno postanowiłam zabawić się fakturą. Lekką, delikatną, srebrzystą bluzkę połączyłam z grubym, miękkim, puchatym swetrem. Aby dodać całemu zestawowi trochę elegancji, włożyłam trójkątne kolczyki, a usta pomalowałam czerwoną szminką. Jak Wam się podoba takie połączenie? :)







sweater- H&M TREND
blouse- H&M
pants- Zara
shoes- Vagabond
earrings- H&M


CARRIE BRADSHAW STYLE



Lubię  moje pieniądze w miejscu, w którym mogę je widzieć…wiszące na wieszakach w mojej szafie. To wymowne  zdanie od kilku lat jest moją dewizą! Wypowiedziała je Carrie Bradshaw, bohaterka serialu „Seks w wielkim mieście”, której chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Carrie, od kilku lat jest dla mnie ikoną stylu. Wiem, wiem, niektórzy zapytają, jak fikcyjna postać może być ikoną! Wierzcie mi, może!
„Sex w wielkim mieście” znam prawie na pamięć, mogę go oglądać bez końca. Kilka lat temu, na początku mojej przygody z serialem patrzyłam na Carrie jak na przybysza z innej planety. Kompletnie nie rozumiałam jej fenomenu. Jak można połączyć szpilki ze sportowymi szortami? Jak można włożyć taki płaszcz? Wygląda jak narzuta na kanapę! – myślałam sobie. Jak widzicie, początki naszej znajomości były dość chłodne. Jednak z czasem, zaczęłam się bliżej przyglądać temu, co ma na sobie Carrie. Dorosłam, powoli zaczęłam przekonywać się do nietypowych połączeń…i co się stało? Jestem nią oczarowana i zafascynowana! Jej styl jest jedyny w swoim rodzaju, to mieszanka nowojorskiej nonszalancji z paryskim szykiem! Carrie to pewna siebie, szalona i odważna osoba, która pokazuje kobietom, że mody nie należy brać zbyt serio. Pokazuje, że nie należy się przejmować, że coś do czegoś nie pasuje. Pokazuje, że z modą należy eksperymentować ( i nie bać się porażek, bo wpadka modowa, to naprawdę nic takiego ;p). I właśnie za to ją pokochałam. Uwielbiam jej topy odsłaniające brzuch, rozkloszowane spódnice, futra, letnie sukienki na cieniutkich ramiączkach i szpilki (najlepiej te od Manolo Blahnika). Mam kilka ulubionych stylizacji serialowej Carrie. Na pewno zalicza się do nich ta z białą lekką koszulową bluzką, krótką, soczyście zieloną spódniczką (ze śmieszną aplikacją z tyłu) i delikatnymi sandałkami. Kolejną jest ta z przepiękną różową sukienką od Oscara de la Renta przepasaną w talii delikatnym, skórzanym paskiem (oddałabym za nią wszystkie pieniądze <3). Uwielbiam także wszystkie stylizacje Carrie z Paryża… z tiulowymi rozkloszowanymi spódnicami, bluzkami w paski, beretami, białymi szpilkami i taliowanymi płaszczami. Serialowa bohaterka nieodmiennie jest dla mnie inspiracją, i mimo tego, że każdą jej stylizację znam prawie na pamięć to wierzcie mi, z każdym odcinkiem obejrzanym pięćdziesiąty raz odkrywam coś nowego, interesującego i inspirującego. Śmiało mogę powiedzieć, że to Carrie pokazała mi świat wielkiej mody, świat projektantów. A ja go pokochałam. I wierzcie mi nie zamierzam się odkochać!  Chyba każda z nas marzy o małym, uroczym mieszkanku na Manhattanie, garderobie pełnej ubrań od najlepszych projektantów, i  pisaniu jako freelancer do Vouge… Ja mam mały (ale uroczy!) pokoik w Poznaniu, szafę pełną ubrań z sieciowek, a w wolnych chwilach pisuje na bloga
J Oczywiście nie dorastam Carrie do pięt…ale zawsze można sobie pomarzyć…
M.

VINTAGE BLAZER


Majówka, majówka i po majówce. Długi weekend spędziłam głównie w domu- nadrabiałam czytelnicze zaległości - skończyłam czytać moją ukochaną „Annę Kareninę” , uporałam się z trzecią powieścią Simona Becketta, w międzyczasie zapoznawałam się z biografią Christiana Diora (mój gust czytelniczy to eklektyzm ;p) i oczywiście grillowałam! Szkoda, że wszystko co dobre tak szybko się kończy. Czas wrócić do rzeczywistości. Studia domagają się coraz większej uwagi, sesja powoli nadchodzi… a po sesji wakacje!
Odnośnie dzisiejszej stylizacji- marynarkę znacie z początków blogowania. Wtedy połączyłam ją z małą czarną i szpilkami. Tym razem zdecydowałam się na luźniejszy i na pewno wygodniejszy zestaw. Najmocniejszym elementem stylizacji jest zdecydowanie żakiet w stylu vintage. Bałam się, że barokowe wzory przytłoczą całą stylizację, na szczęście marynarka idealnie sprawdza się każdym połączeniu. Początkowo dobrałam do niej gładki, czarny t-shirt, stwierdziłam jednak, że to dość nudne połączenie i postanowiłam zaszaleć (wierzcie mi- dla mnie minimalistki połączenie dwóch wzorzystych rzeczy, w dodatku w kolorze złota to ogromne szaleństwo)! W czeluściach szafy odnalazłam zapomniane body, które w tym połączeniu sprawdziło się świetnie! Dodałam jeansy i masywne, trochę toporne botki i voilà! Ciekawa i wygodna stylizacja na co dzień gotowa!



 





Blazer, body- SecondHand
Jeans, shoes- River Island
Bag- Parfois